|
VI Bieg Rzeźnika Komańcza – Ustrzyki Górne 2009 Jak długi naprawde jest Bieg Rzeznika, to nie tylko te 76km z Komańczy do Ustrzyk Górnych, który zaczyna się o 3 nad ranem a kończy dla niektórych późno po zachodzie słońca. Od decyzji, która zapadła na początku roku, zakupu odpowiedniego sprzętu (butów ,camelbaków…..) poprzez maraton w Krakowie , wyjazdów na wybieganie do Wisły, pobliskiego Olsztyna czy Złotego Potoka.
Poza pomysłem na bieg trzeba było znaleźć partnera na Bieg Rzeźnika ( wymogi regulaminowe) a solidną satysfakcją ten dystans jest w stanie ukończyć jedynie dobrze dobrana para cokolwiek to oznacza . Dobranie się w pary poszło jakoś poszło. Parę stanowili Zabiegani częstochowianie Waldek i Damian. Waldek przebiegł już kilka maratonów, natomiast Damian w trakcie przygotowań do biegu zadebiutował w połmaratonie i maratonie. Mimo że nie wszyscy wierzyli w tą parę związek okazał się szczęśliwy i przetrwał nie tylko trudy przygotowań do biegu, ale i stawił czoła dzikim Bieszczadom. Czas przygotowan nie był latwy: organizacja biegu czestochowskiego, rodzina, praca… Plan treningowy zakładał objętość od 70 km do 110km w 5 jednstkach treningowych tygodniowo, w tym start w maratonie i wybiegania w górach. Coraz szybciej zbliżał się dzień startu, a trudy przygotowań coraz bardziej dawały się nam obu we znaki. Do Komańczy przyjechaliśmy oddzielnie co by razem za długo przed startem nie przebywać ale za to z naszymi personalnymi „serwisantkami”, które jak się okazało podczas biegu na przepakach stanowiły niezastąpione wsparcie logistyczne i nie tylko Samo dotarcie do Komańczy w której to znaleźliśmy z dużym problemem miesiąc przed startem miejsce kwaterunku zajęło nam cały dzień. W ostatni dzień przed startem: kolejna ostatnia porcja makaronu, przegląd sprzętu, i rejestracja w biurze zawodów, która mieściła się w magicznej Latarni Wagabundy oddalonej od Komańczy o kilkanaście kilometrów i ostateczne ustalenie taktyki na bieg. Już na odprawie można było poczuć atmosferę bieszczadzkiej przygody. Organizator po raz kolejny przypomniał ze przyjechaliśmy tutaj z własnej nieprzymuszonej woli, nie każdy ten trudny bieg musi ukończyć a to z kolei podkreśla rangę tego biegu. Dostalismy kilka ostatnich instrukcji jak się zachować gdy coś niedobrego się stanie oraz kilka ważnych telefonów, które być może „nie koniecznie będą odebrane”w tym numer do GOPR-u „601 seta 3stej”. Pozostalo tylko Zostawienie rzeczy na przepaki powrót do Komańczy i krótki sen. Nadeszla godzina zero, którą była godzina 3:24 ( wschód słońca) a miejsce startu w ciemnościach wyznaczył dźwięk bębnów. Pogoda jak, na zamówienie organizatorów padało już dzień wcześniej nawet z domieszką gradu. Start rozpoczął się w strugach deszczu, górskie potoki wezbrały a szlaki solidnie rozmokly. To pozornie nie wyglądało najlepiej, ale na starcie i tak stawili się wszyscy. Bieg składał się z etapow, na które dzielily tzw przepaki. Teraz już wiemy jak były ważne. Możliwość założenia suchych butów uzupełnienie płynów ….. Na przepakach eliminowano drużyny, które nie zmieściły się w limicie czasu ustalonym przez orgów. Pierwszy etap prowadził z Komańczy przez Chryszczatą (997m n.p.m.) na Przelecz Żebrak i minął stosunkowo szybko. Kolejny przez Wołosań (1071m n.p.m.) do Cisnej w której kończył się przepakiem. Wreszcie przestalo padać, była dopiero 7:30 a my mieliśmy w nogach już ponad 30 kilometrów i nic suchego na sobie. Suche skarpety zmiana butków i koszulek, ciepła herbatka i biegniemy dalej… Bieszczady coraz bardziej wciągały i rosły nam w oczach. Male Jaslo wcale nie małe a jeszcze większe okazało się Jasło (1153 m n.p.m.) a później jeszcze był Okrąglik( 1101 m n.p.m.) i Fereczata (1102 m n.p.m.) oraz zmyłka na szlaku o drodze Mirka nie wspominając. Do czwartego etapu wyruszyliśmy ze Smerek/Kalnica. Pogoda wbrew woli organizatorom zlitowala się nad uczestnikami, ale nadal nie przesadzała z łaskawością , nawet wyszło na chwile słońce. Mieliśmy wówczas ok. 52km i ponad 7 godzin biegu za soba. Szybki przepak i dalej to już tylko Połoniny , Wetlińska a jej najwyższy Smerek (1222m.n.p.m) to jest góra, kto nie był polecam. Ostatni przepak był najszybszy w Berehach (Brzegi Gorne) i zostało niepełne 10km do mety w Ustrzykach Górnych ale przez masyw Połoniny Caryńskiej z której najwyższy jest Kruhly Wierch (1297m n.p.m.)
Na mecie stawiliśmy się po 11 godzinach i 47 minutach w komplecie z lekko przykurzonymi bucikami. Na mecie chwila dla fotoreporterów i zasłużony złocisty izotonik. Posiłek i pozostał powrót do Komańczy ale już autem, spoglądając na otaczające nas wzniesienia po których jeszcze nie dawno biegaliśmy. A wieczorem po krótkiej odnowie wyjazd do niezapomnianej Latarni na podsumowanie zawodów…
Szczerze polecamy ten bieg dla osób, które kochają góry i potrafią czerpać z ich wielkości siłę a pozostałe można "kupić"…. W biegu wystartowało 185 drużyn z czego ukończyło 140. Zajeliśmy 19 miejsce choć mogło być ciut lepiej. ->Wyniki nieoficjalne<- oraz <galeria z biegu> Poniżej linki do ciekawych relacji innych uczestników tegorocznego biegu: http://sherpas.pl/rt/articles/30/rzeznik-2009 http://www.byledobiec.pl/new/index.php?go=relacje&id=20090612_Rzeznik http://www.first.use.pl/bwp.pdf |